Dom i ogród, Rodzina

Sprzątanie nie tylko od święta – 10 najczęstszych błędów podczas sprzątania

Spread the love

Wiosna ponoć trwa już drugi dzień (choć za oknem biało), do tego święta wielkanocne już za pasem, więc wiele osób po zimowym odrętwieniu zakasuje rękawy i bierze się za porządki. Na przełomie marca i kwietnia każdy zakamarek domu ma lśnić czystością – tak właśnie planuje wielu z nas. Co później, to już nieistotne – wszak do jesieni (i kolejnego zrywu w porządkowaniu) upłynie jeszcze sporo czasu.

Większość z Was po wiosennej akcji pt. „Błysk” na długo będzie miało dość widoku zmiotki, szufelki i ścierek. Zapewne dla części  z tych osób nawet cotygodniowe sprzątanie w domu będzie nieprzemijającym koszmarem.  Obserwując (głównie) kobiety wkoło mnie i samą siebie sprzed kilku lat, dziś mogę wskazać 10 najczęstszych błędów popełnianych podczas porządkowania, które skutecznie zniechęcają nas do kolejnych prób zapanowania nad domowym chaosem.

Jeszcze 10 lat temu sama należałam do grona osób, nazywających się mianem bałaganiarzy. Na wspomnienie obowiązkowego sprzątania raz w tygodniu wzdrygałam się poruszona – wolałam ten swój „artystyczny nieład” od samej myśli o nużącym i chyba nic nie wnoszącym porządkowaniu. Nie cierpiałam tego od dziecka, kiedy to  moja rodzicielka co sobotę wylewała siódme poty, by doprowadzić dom do ładu i składu, narzekając przy tym okropnie jak to jest ciężko i podkreślając na każdym kroku, jacy to z nas, domowników, straszni bałaganiarze.

Moje podejście do sprzątania zmieniło się na przestrzeni lat – dziś nie tylko lubię te moje prace domowe, ale co więcej nie zabierają mi one całego dnia. No i w końcu są efektywne, a nic innego tak nie zachęca mnie do trzymania poziomu jak panujący wkoło ład! Nauczyłam się tego sama, metodą prób i błędów i chcę podzielić się swoimi spostrzeżeniami z Wami. By nie tylko mi było łatwiej i skuteczniej.

Zapraszam do zapoznania się z moją listą 10 najczęstszych błędów, przez które sprzątanie nie idzie tak, jak powinno.

 

1. Rękawiczki

A w zasadzie ich brak. Styczność z wodą i różnymi detergentami (nawet, jeśli podczas sprzątania używacie zazwyczaj octu) sprawia, że skóra rąk pierzchnie, staje się szorstka i podrażniona. W końcu pęka i niemiło szczypie, przypominając o sobie wówczas, gdy akurat mamy coś pilnego do zrobienia – bo dziecko rozlało sok, kot wywrócił doniczkę, a do tego na kuchence wykipiało mleko. Nic w tym dziwnego, że po zafundowaniu skórze rąk takich wrażeń, nie bardzo palimy się do kolejnych porządków. Bez rękawiczek nie powinniśmy nawet zaczynać sprzątania.

2. Gąbka/ścierka do wszystkiego

Multi zadaniowość szmatki, którą czyścimy domowe powierzchnie nie jest najlepszym pomysłem. Ręka w górę, kto ustrzegł się choć raz w życiu sytuacji, gdy w pośpiechu jedną ściereczką wytarł i parapet, i drzwi, i blat stołu, a nawet kawałek podłogi. No właśnie – każdemu czasem się zdarzyło – gorzej jednak, gdy takie jednorazowe pójście na skróty weszło nam w stały nawyk. Może się wydawać, że w ten sposób zaoszczędzimy czas – nie trzeba wszak spośród kilku wybierać innej ściereczki, a i po sprzątaniu ręczne wypranie takiej szmatki zajmie moment, w przeciwieństwie do prania pięciu (choć od czego są pralki, spytam grzecznie). Ścierki różnią się między sobą nie tylko chłonnością i przeznaczeniem (niektóre dobrze zbierają na mokro brud, inne świetnie polerują powierzchnie, a jeszcze inne sprawdzają się do ścierania na sucho). Przede wszystkim jednak taka ścierka, która widziała w pokoju wszystkie kąty (lub ich większość) po takim intensywnym sprzątaniu zamiast zbierać brud, szybciej go rozmaże. I nie pomoże tu nawet jej mycie w wodzie po każdym skończonym przetarciu.

3. Mycie i polerowanie okien

Doprowadzenie okien do błysku to często nie lada wyzwanie. Latem szyby prędko zostają naznaczone odchodami różnej maści owadów latających, zimą winowajcą jest dym z komina. Próbujemy zwalczyć te upierdliwe zabrudzenia na różne sposoby, począwszy od różnej maści środków mających ponoć cudowne właściwości przywracające błysk, jednak śmierdzące na kilometr chemią i podrażniające w mig skórę. U mnie idealnie sprawdza się ciepła woda z odrobiną octu. Gdy wleję do wiadra ocet cytrusowy, to ciężko mnie od mycia okien oderwać 😉 Dodatkowo ja, oprócz sadzy i much, walczę z zielonym nalotem na stolarce okiennej – taki mam wilgotny mikroklimat w okolicy. Oprócz tego  zawsze jedną stronę szyb poleruję w poziomie, a drugą w pionie – wtedy nie mam problemu z brzydkimi zaciekami.

4. Kurze po kolei

Kolejnym często popełnianym błędem jest niewłaściwa kolejność ścierania kurzy. Zawsze idziemy od góry do dołu – a więc lampy, szafy, regały, komody, stoły, parapety i dopiero podłoga. Pilnuję też tego, kiedy ściągam koc do trzepania lub pościel do prania – zawsze na początku sprzątania, by później nie narobić sobie niepotrzebnej roboty.

5. Dywany

Szczerze powiedziawszy, nic mnie tak nie wpienia jak dywan i dlatego też nie mam go w domu. To wylęgarnia roztoczy i przechowalnia kurzu. Szkoda mi czasu na trzepanie i odkurzanie, które i tak rezultat daje nikły. Wyobraźcie sobie, ile rzeczy taki dywan ze swoim włosiem jest w stanie zachomikować przez tydzień  (a co dopiero przez dłuższy czas, jeśli rzadziej go trzepiecie)- kocią sierść, resztki bułki, psią ślinę, farfocle naniesione na podeszwach kapci… Temu wynalazkowi podziękowałam już trzynaście lat temu i dobrze mi z tym. Zachęcam, bo bez niego sprzątania jest zdecydowanie mniej!

6. Zapomniane rośliny

W całym tym ferworze walki z kurzem i roztoczami często zapominamy o roślinach pokojowych. Stoją sobie więc doniczki z zielonymi czuprynami w kątach albo na parapetach… i łapią kurz. Tak, tak – przyjrzyjcie się w końcu z bliska ich liściom. Ja raz w tygodniu znoszę je z całego domu do wanny i funduję im ciepły prysznic.

7. Nieodnoszenie rzeczy na miejsce

To kolejny winowajca bałaganu przez który odechciewa się sprzątania. Później skutek jest taki, że potykacie się o tryliard niepotrzebnych drobiazgów. Zaczynacie ledwo co zszywać dziurawe skarpetki, a tu się okazuje, że czas wstawiać zupę? Schowajcie od razu krawieckie przybory, bo jak po obiedzie wpadnie do Was na niezapowiedzianą kawę przyjaciółka albo dziecię wygna Was na spacer, to wieczorem jest mało prawdopodobne, byście dokończyli żmudne cerowanie. Pijecie z partnerem co rano kawę jeszcze przed wyjściem z łóżka? To umówcie się, że kto bierze ostatni łyk, ten odnosi filiżanki do kuchni. U nas podobnie jest ze ścieleniem łóżka – to obowiązek tego, kto wstaje ostatni.

8. Przekładanie z miejsca na miejsce

To często konsekwencja nieodnoszenia rzeczy od razu na miejsce. I tak podczas sprzątania odkładamy coś z półki na półkę, bo: „zaraz się przyda” (jak igła i nitka i stos zapomnianych skarpetek) albo „jeszcze nie mam na to miejsca” (zmywarka niewypakowana, więc gdzie zmieszczę te filiżanki?). W efekcie klucze, karty kodów, ładowarki, długopisy, notesy, oderwane guziki, sztuczne szczęki i masa innych dupereli wędruje tak z nami podczas porządkowania, aż w końcu zostaje gdzieś na kupie i kwitnie tak kolejne dni. Spytam po co? Jeśli masz pełno takich drobiazgów, zbierz je najlepiej jeszcze przed rozpoczęciem sprzątania, posegreguj tematycznie (rzeczy kuchenne, kable, przybory do pisania itp.) i od razu odnieś w docelowe miejsce. Nie masz miejsca w zmywarce? Zostaw brudne naczynia na kuchennym blacie i zajmij się nimi w międzyczasie, gdy przyjdziesz zrobić sobie herbatę.

9. Brak planu

Nie dziwię się, że wiele osób nie cierpi sprzątania, zwłaszcza, gdy zostawiają wszystko na ostatni moment. Ogarnąć w jeden dzień łazienkę, kuchnię, dwie sypialnie oraz salon i z uśmiechem na ustach witać wieczór przy świeżo upieczonym cieście? Czapki z głów. Dla mnie sprzątanie stało się prostsze, odkąd wprowadziłam grafik – co poniedziałek, środę i sobotę sprzątam łazienki, w każdy piątek sypialnie razem z wymianą pościeli, odkurzam w każdy wtorek i czwartek (tu brak dywanów to wielka zaleta!), kuchnię ogarniam na bieżąco co wieczór, dzięki czemu nie muszę raz na miesiąc organizować akcji „odtłuszczanie piekarnika/kuchenki”. No i rozdzielam obowiązki, część cedując na zmywarkę, a czasem prosząc o pomoc Nie-męża. No i pilnuję się, by nie tracić czasu w internecie. Jeśli mam do wyszorowania garnki, a chciałabym też sprawdzić wiadomości, to najpierw czyszczę gary, a dopiero potem sprawdzam, co w sieci piszczy. W przeciwnym razie raczej przepadnę w czeluściach www 😉

10. Z porządkiem na luzie

Do sprzątania zawsze podchodzę na luzie. Ubieram ulubione dresy, w których czuję się jakbym miała na sobie drugą skórę i w których bez wstydu mogłabym wyjść na miasto (to jest ważne, serio!), wybieram sobie też wcześniej muzyczną playlistę, a w trakcie porządków tańczę i śpiewam. I zawsze przygotowuję sobie dobrą herbatkę. A może Ty wolisz słuchać audiobooka – proszę bardzo!

 

Dzięki tej dziesiątce prostych zasad sprzątanie jest dla mnie naprawdę miłą odskocznią w ciągu dnia. A jak to jest z Wami? Macie jakieś swoje sprawdzone triki by porządki były efektywne i przyjemne?