Rodzina

Nasze wielorazowe pieluchowanie czyli testujemy otulacze

Spread the love
O pieluszkach kieszonkowych, popularnie nazywanych kieszonkami i otulaczach dowiedziałam się przypadkiem. Będąc w ciąży nie rozważałam innej opcji jak jednorazówki. Szczerze powiedziawszy myślałam, że ten wynalazek minionego wieku nie tylko ułatwia życie rodzicom, zastępując kłopotliwą tetrę,  ale jest i bezpieczny dla malucha. Nie trzeba ich prać i prasować, wystarczy wrzucić do kosza i gotowe.  Tymczasem moja mama pewnego dnia zakomunikowała mi, że zamówiła 40 sztuk tetrowych pieluch. Moje zdziwienie było ogromne. 
 – Po co? – spytałam swą rodzicielkę.
 – Jak to? Myślałam, że przy Twoim ekologicznym podejściu do życia wybierzesz tetrę – usłyszałam – Poza tym – dodała – za moich czasów nie było pampersów i dawałam sobie radę z tetrą.
Przyznam szczerze, niezbytnio podobał mi się ten pomysł. Kto w dzisiejszych czasach stosuje staroświecką tetrę? Czy nie lepiej czas na pranie i późniejsze prasowanie wielorazówek przeznaczyć dla dziecka? Mimo wszystko postanowiłam nie negować z góry pomysłu mojej mamy. Przeczesałam internet w poszukiwaniu rzetelnej odpowiedzi na to, kto ma rację. Okazało się, że pieluchy jednorazowe nie do końca są takim dobrodziejstwem, jakim się wydawały być. Zawierają całą masę związków chemicznych, powodujących m.in. odparzenia i rozkładają się aż pół wieku. A niemowlę produkuje ich co nie miara – około tony w ciągu pierwszych dwóch lat. Ale i wizja tetrowych pampersów nie napawała mnie optymizmem. Aż przypadkiem natrafiłam na artykuł o pieluszkach kieszonkowych. Też wielorazowe, ale jednak mniej wymagające niż tetra. Nie trzeba ich prasować, a raz zakupione wystarczają na dwa lata, bo dzięki sprytnie rozmieszczonym napom i rzepom rosną wraz z dzieckiem. Składają się z materiałowej, oddychającej, lecz nie przepuszczającej wilgoci pieluchy, w którą wkłada się wkład absorbujący nieczystości maluszka.
Na próbę zamówiłam 10 sztuk kieszonek dedykowanych noworodkom, 25 wkładów z mikrofibry, bambusowe bibułki i uzbroiłam się w cierpliwość. Do rozwiązania i testowania wynalazku zostały mi trzy miesiące, które zleciały dosyć szybko.

Początki naszego pieluszkowania rozpoczęły się z małym zgrzytem. O ile ze smółką pieluchy i bibułki poradziły sobie rewelacyjnie, później mieliśmy mały problem. Jagoda miała chudziutkie nóżki i kieszonki najzwyczajniej na świecie przeciekały… Przez pierwsze 1,5 miesiąca musiałam używać jednorazówek. Jednak te marketowe po prostu mi śmierdziały, a Jagoda miała po nich zaczerwienioną pupę. Zamówiłam więc w internecie pieluchy droższe, lecz bawełniane. Byłyśmy z nich zadowolone 😉

Ani się obejrzałam, a Jagoda urosła jak na drożdżach. Początkowo używałam kieszonek. Pierwsze testy wypadły rewelacyjnie. Pupa nie była zaczerwieniona i nie pociła się (a latem słupek termometru w cieniu momentami wskazywał 30 stopni). Same pieluchy i wkłady schną w trymiga. Rozochocona doświadczeniami postanowiłam jeszcze wypróbować otulacze, które różnią się tylko brakiem kieszonki – wkład przylega w nich bezpośrednio do pupy dziecka.

I to właśnie przy otulaczach zostałam na dobre. Są dla mnie o wiele wygodniejsze niż kieszonki, gdyż  za każdym razem wymieniamy tylko wkład, a otulacz przy 4, 5 zmianie lub wcześniej, gdy się zabrudzi. Poza tym to właśnie w nich Jagoda prędko komunikuje mi, że ma mokro, więc wciąż, mimo 10 miesięcy na karku) może pochwalić się ładną pupą bez odparzeń 😉 W ciągu dwóch dni potrzebujemy 8 otulaczy i od 24 do 30 wkładów.

Jednak to Wy wybieracie co jest wygodniejsze. Jeśli zdecydujecie się na kieszonki, musicie zaopatrzyć się w minimum 24 pieluszki wraz z wkładkami.

Zalety:
– ekologiczne – maluch nie produkuje góry odpadów,
– ekonomiczne – choć zakup jednej sztuki pieluchy to koszt od 30 do nawet 80 zł, w przeliczeniu na jednorazówki kieszonki wychodzą i tak taniej – nawet 2000 zł może zostać w kieszeni. Fajne podsumowanie znajdziecie tutaj,
– wielorazowe w pełnym tego słowa znaczeniu – raz zakupione posłużą Wam przy gromadzce dzieci.
A jeśli nie planujecie powiększać rodziny, możecie je spokojnie sprzedać za pół ceny 😉
– już sam ich wygląd sprawia, że każda wymiana pieluszki sprawia sporo przyjemności. Spójrzcie chociażby tutaj albo tutaj.Wady:
– mogą przeciekać – zwłaszcza na początku przygody z wielorazówkami,
– początkowy koszt skompletowania zestawu jest dość wysoki. Przy zakupie około 10 sztuk pieluch (taki pakiet starcza na jedną dobę i wymaga codziennego prania) to wydatek rzędu 500, do nawet 1000 zł. Jeżeli chcemy prać rzadziej, potrzebujemy więcej pieluch, ale wówczas koszta odpowiednio wzrastają.

A Ty? Masz jakieś doświadczenia z kieszonkami bądź pampersami? Podziel się nimi!