Dom i ogród, Kuchnia, Rodzina

Słodki twarożek z koziego mleka

Spread the love

Za kozim mlekiem tęskniłam cały ubiegły rok. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że minionej wiosny pożegnałam moje dwie rogate towarzyszki – Stefcię i Jagnę, które pojawiły się u nas w 2014 roku i które do tej pory raczyły nas pysznym mlekiem. Po nich pozostały dwie młode zołzy, córki Stefki – Didi i Elżunia. W lipcu zaś stałam się posiadaczką młodego capa. Całą zimę zastanawialiśmy się z Niemężem czy coś się z tego urodzi, nasze małe stadko mieszka wszak póki co razem, więc w ubiegłym roku kozie ruje nie były tak zauważalne, a co za tym idzie i  dokuczliwe jak jeszcze rok czy dwa lata wstecz. Laikom powiem, że koza w czasie rui przez około tydzień bardzo, ale to bardzo głośno beczy, nawołując capa, co bywa niezwykle uciążliwe dla całego otoczenia.

Od lewej: Romuś (różowy drążek przy szyi ma zapobiegać jego ucieczkom przez ogrodzenie – skubany przeciska się przez oka siatki leśnej), Elżbietka (ta łaciata) i Didi.

Tymczasem po Didaczu i Elżuni nie było nic widać – w odróżnieniu do moich poprzednich kóz, które przed wykotem prawie że pękały. I tak aż do minionego czwartku. Ledwo co wyszłam z Młodą na popołudniowy spacer, a usłyszałam przeraźliwe nawoływanie dobiegające z koziej zagrody. Gdy dotarłam do moich rogaczy, nie miałam już żadnych wątpliwości – oto Elżunia zaczęła kocić się. Jest ona jednak pierwiastką i podejrzewałam, że koźlęta powitają mnie o poranku. Odseparowałam ją od pozostałej dwójki, by w spokoju mogła urodzić i zachodziłam do niej co godzinę sprawdzić, czy wszystko przebiega prawidłowo. Ostatni raz byłam w obórce o 23 i nie zamierzałam ot tak iść spać, chciałam w nocy jeszcze do niej zajrzeć kilka razy, jednak zmęczona po całym dniu pełnym pracy i wrażeń po prostu poległam na całego, nie pomógł mi nawet budzik.

Z rana zerwałam się i pobiegłam do koziej zagrody. Elżunia cicho pobekiwała w kącie. Na wyściółce znalazłam małego koźlaczka – jednak niestety nie przeżył. Elżunia co prawda odgryzła pępowinę, ale młodego już nie wylizała z płodowej mazi. Nie wiem, czy było z nim coś nie tak po porodzie, czy już urodził się martwy czy może kozia mama zestresowała się – kociła się wszak pierwszy raz.

Od kilku dni mamy więc znów kozie mleko. Nie chcę zasuszyć Elżuni, więc muszę doić ją jak najczęściej – co 2, 3 godziny. Początkowo musiałam odczekać dwa dni, by uzbierać litr słodkiego mleka; dziś wystarczy już niecały dzień, a przecież za oknem – mimo kalendarzowej wiosny – wciąż szaro i zimno. Gdy tylko nadejdzie ciepło i zazieleni się trawa, ilość mleka powinna się jeszcze troszkę zwiększyć. Na razie kozy witaminują się jabłkami, marchewką i aromatycznym sianem.

A stojąca w kuchni butelka wnet napełniła się białym, pysznym mleczkiem. Postanowiłam przeznaczyć je na słodki twarożek.

Przepisu szukałam dość długo dwa lata temu. Zależało mi na typowym twarogu ze słodkiego, nie kwaszonego mleka, a wszyscy uparli się na mleko zsiadłe. I w końcu natrafiłam na ten, którego trzymam się do dziś!

Na 250 g twarogu potrzebujemy:

  • 1-1,5 litra mleka (nie odciągałam z niego śmietany),
  • ok. 250 ml kwaśnego mleka.

Dodatkowo potrzebujemy garnek z grubym dnem i chustę serowarską „klinek” tudzież durszlak i dwukrotnie złożoną gazę, ewentualnie formę do sera.

Wykonanie:

Mleko wlewamy do garnka – można dolać odrobinę wody, wówczas nie będzie miało tendencji do szybkiego przypalenia się. Dodajemy też kwaśne mleko – ja zawsze je ukwaszam na dzień (latem) lub dwa (wiosna, jesień) przed planowanym wyrobem twarogu. Wstawiamy na garnek na duży ogień, pamiętając by zamieszać całość od czasu do czasu. Gdy w garnku zacznie unosić się mleczna czapa, zmniejszamy ogień i mieszamy ostrożnie, szczególnie od dna, bo wytrącający się skrzep może się przypalić. Z mleka oddzieli się żółtawy płyn – serwatka, którą warto zachować. Po 3 minutach zestawiamy garnek z ognia. W misce, na durszlaku umieszczamy chustę serowarską lub formę. Odcedzamy twaróg (przez około 3-4 godziny, by nie twaróg nie wysechł. Serwatki nie wylewamy do zlewu – pełno w niej witamin z grupy B oraz cennych białek, a także laktozy (uwaga więc alergicy). Można zużyć ją w kuchni – gotując w niej kasze czy ryż, dodając do ciasta na chleb (polecam ten przepis) lub bułki, do jogurtu lub po prostu wypić – szklaneczka ciepłej serwatki zalecana jest osobom cierpiącym na zaparcia. Od czasu do czasu podlewam nią kwiaty, dzielę się nią z kotami… a ostatnio zrobiłam na niej pyszną masę kajmakową (przepis już wkrótce).

Mój twarożek „skończył” obsypany solą i pieprzem na pszennych bułeczkach, pieczonych rzecz jasna w domowym zaciszu przeze mnie.

Zachęcam do wypróbowania!