Dom i ogród, Rodzina, Zdrowie

Ścisnął mróz? No to na nim pranie susz!

Spread the love

Należę do pokolenia, które dobrze pamięta jak to babcia zimową porą wywieszała pranie na dworze. Dziś to widok rzadko spotykany… A szkoda, bo wbrew pozorom, ta metoda ma sens!

Sama bardzo chętnie wywieszam pranie na podwórku, jeżeli tylko słupek rtęci spadnie poniżej zera. Najczęściej zostawiam rzeczy na sznurku na cały dzień, a gdy wieczorem przynoszę je lekko zmrożone do domu i rozwieszam w ciepłej łazience, w mig staja się suche. Sposób ten rewelacyjnie działa w przypadku prania wielkogabarytowego, takiego jak pościele, spodnie, koszulki czy bluzy. Rano wywieszam je, a późnym wieczorem mogę już składać do szafy. Dla porównania w deszczowe jesienne dni wysuszenie takiego prania w domu nierzadko zajmuje mi 2 dni. Zapytacie skąd taka różnica? Chyba teoretycznie pranie zostawione w 20 stopniach na plusie powinno wyschnąć szybciej niż to, które suszyło się przy minus 5. No nie do końca… Pomijam już kwestię wpływu wilgotności powietrza na szybkość schnięcia.

Jak to działa?

Nasze prababki zapewne tego nie wiedziały, ale w trakcie suszenia prania na mrozie dochodzi do zjawiska sublimacji. To nic innego jak przejście wody ze stanu stałego (w tym przypadku lód), w stan gazowy, z pominięciem stanu ciekłego. W zasadzie im chłodniej, tym szybciej pranie wyschnie.

 

Killer jakich mało

Na tym jednak nie koniec zalet wynikających z suszenia rzeczy na świeżym powietrzu.

Pogoda, jaką mamy obecnie, czyli arktyczne, mroźne powietrze to sprzymierzeniec w walce z roztoczami kurzu domowego. Warto to wykorzystać, nie tylko susząc na mrozie pranie, ale również wietrząc koce, kołdry i dziecięce zabawki. Choć muszę zaznaczyć, że jednorazowe wyniesienie na mróz domowych tekstyliów nic nie da. Wszystko przez to, że roztocza idealnie czują się w ciepłych, wilgotnych i rzadko wietrzonych pomieszczeniach, a do szczęścia wystarczy im nasz obumarły naskórek… Tak więc, aby walka z roztoczami była skuteczna, musimy zwalczać te małe pajęczaki kilka, kilkanaście razy w ciągu całego roku. A może by je tak po prostu zignorować? To kiepski pomysł, gdyż te niewidoczne gołym okiem, mikroskopijne (mierzą zaledwie 0,1−0,5 mm) pajęczaki są silnymi alergenami. Do najczęstszych objawów wskazujących na ich bytowanie świadczy: katar alergiczny, drapanie w gardle, suchy napadowy kaszel, astmatyczne duszności oraz zmiany skórne. Latem zabójcze są dla nich upały (powyżej 25 stopni), a zimą siarczyste mrozy. Już po sześciu godzinach w temperaturze -15 stopni ginie ok. 40% roztoczy. Przy temperaturze – 25 °C nie przetrwa żaden pajęczak.

Ale to jeszcze nie wszystko. Niska temperatura poradzi sobie nie tylko z roztoczami – mróz skutecznie zwalcza drobnoustroje i wirusy odpowiedzialne za różnego rodzaju infekcje.

Oczywiście trzeba pamiętać, że w trakcie suszenia czy wietrzenia na mrozie mogą nas spotkać niemiłe niespodzianki. Na pewno wywieszanie rzeczy, gdy na zewnątrz zanosi się na śnieg nie jest dobrym pomysłem. Lepiej z tego zrezygnować także wówczas, gdy sąsiad w okolicy kopci z komina – chyba, że lubimy, gdy pranie „pachnie” dymem.

Podsumowując, dla mnie osobiście suszenie na mrozie ma same plusy. I to nie tylko ze względów wyżej opisanych. Dzięki temu w domu nie potykam się o suszarkę, nie irytuję się, że po raz kolejny coś z niej spadło i wala się po podłodze, nie ma problemu z wilgocią w powietrzu, a pranie jak ładnie pachnie!

Ciekawi mnie kto z Was tak jak ja na mrozie suszy pranie i wietrzy bety?