Rodzina

Poród w 30 minut? Tak, to możliwe!

Spread the love

Słyszeliście zapewne historie porodów prawie że bezbolesnych i ekspresowych oraz tych, co trwają godzinami, niemalże doprowadzając matkę do wykończenia. Dlatego postanowiłam zebrać swoje doświadczenia i podzielić się przemyśleniami jak sprawić, by ten najważniejszy moment w życiu każdej kobiety przebiegł szybko i gładko 😉

Oto krótka lista bardzo praktycznych wskazówek.

1. Wszystko zaczyna się w głowie

Tak też jest w przypadku porodu. Nie daj więc sobie wmówić, że poród musi boleć. Że będzie trwał 12 godzin albo i dłużej. WCALE NIE MUSI TAK BYĆ! Reaguj na takie twierdzenia stanowczo, nawet jeżeli padają z ust tak bliskich kobiet jak Twoja mama, babcia czy ciocia.

Przygotuj się do porodu mentalnie, bo najbardziej przerażający jest nie sam poród, a strach przed nim!

Świetnie, jeżeli zapiszesz się do szkoły rodzenia. Proś o wsparcie prowadzącą ją położną – niech rozwieje Twoje wątpliwości i udzieli pomocnych wskazówek chociażby na temat prawidłowej techniki oddychania w poszczególnych fazach porodu.

To jak oddychasz w trakcie skurczu, a jak podczas parcia ma kolosalne znaczenie. Wiedząc, czego możesz się spodziewać podczas porodu sprawi, że będzie Ci łatwiej.

Idealnie by było, gdyby w zajęciach towarzyszyła Ci również osoba, która ma też asystować przy porodzie. Mnie to pomogło bardzo, bo Mariusz w trakcie naszego porodu pilnował bym prawidłowo oddychała.

2. Zadbaj o formę

Zapewne słyszałyście, że wysiłek związany z porodem porównywalny jest do tego, jaki niesie ze sobą udział w maratonie. Nie da się zaprzeczyć, wysiłek jest olbrzymi. Dla kobiet dbających o kondycję będzie to głównie potężny zastrzyk endorfin, a dla tych sprawnych mniej będzie kojarzył się z nadludzkim wysiłkiem.

Jeżeli przed ciążą dbałaś o swoją kondycję, to będzie Ci łatwiej zmobilizować się do aktywności z brzuszkiem. Natomiast jeżeli Twoją ulubioną konkurencją przed ciążą był wyścig po pilota, to nic straconego! Jeszcze możesz zadbać o formę! Nie daj sobie wmówić, że ciąża to choroba.

Jeżeli Twój prowadzący lekarz nie widzi przeciwwskazań, to warto choć raz w tygodniu poświęcić przynajmniej 30 minut na bezpieczne ćwiczenia. Dobieraj je z głową i słuchaj swojego organizmu. Wykluczone są sporty wysoko urazogenne, jak jazda konna czy taniec. Wybierz się za to tak jak ja na basen albo dłuższy spacer z psem!

3. Oddychaj z głową

Istotna w trakcie porodu jest technika oddychania – i to zarówno w pierwszej fazie porodu jak i w drugiej.

Oddychaj za pomocą przepony – jest ona w stanie pomóc i to jak! Rozluźnia, niweluje odczucie bólu, pozwala zebrać siły i skupić się na tym jakże ważnym zadaniu.

Nauczysz się tego nie tylko w Szkole Rodzenia. Także położna na sali porodowej będzie udzielała Ci wskazówek, jednak po co stresować się zrozumieniem ich w trakcie porodu? Poza tym na zajęciach w SR także osoba towarzysząca będzie mogła opanować tę sztukę, by wspomóc Cię już w trakcie porodu!

4. Zabierz ze sobą wsparcie

Poród z osobą towarzysząca może być pięknym przeżyciem, o ile zaprosicie do udziału w nim właściwą osobę.

Będzie ona swoistym pośrednikiem między Tobą a personelem. Wie, czego oczekujesz w trakcie porodu, a więc będzie trzymać rękę na pulsie (a przynajmniej takie są założenia). Może tylko podawać Ci wodę albo dbać o właściwy sposób oddychania.

Jednak może się też okazać, że w pewnym momencie będziesz chciała poprosić o coś położną, lecz nie będziesz w stanie się wysłowić. Twój towarzysz z łatwością wyrazi Twoje oczekiwania – Tobie mogłoby być ciężko (szczególnie, gdy czujesz, że zbliża się skurcz).

Jak to było w naszym przypadku?

Było szybko i do wytrzymania. A nawet do  miłego powtórzenia 😉

Całą ciążę raz w tygodniu chodziłam na basen i pływałam tam przez godzinę. Poza tym – za sprawą naszej psiny Figi wychodziłam codziennie na godzinne spacery. A oprócz tego zajmowałam się jak zwykle swoim inwentarzem – kozami i kotami.

Było więc gdzie się ruszać 😉 Co więcej, na dzień przed porodem plewiłam jeszcze truskawki i podlewałam pomidory.

Tej pamiętnej niedzieli obudziłam się po 5 rano. Pobolewał mnie krzyż.

„Czyżby to już?” – pomyślałam.

Ból był jednak taki, że zaraz usnęłam. Obudziłam się dwie godziny później, bolało już mocniej, lecz jeszcze nie był to ból porównywalny do tego menstruacyjnego. Zrobiłam sobie termofor, by rozgrzać obolałe kości, ale z ekscytacji nie mogłam usnąć. Po 8 zwlekłam się z łóżka i poszłam do wygłodniałego zwierzyńca. Koty, gęsi, kozy – wszystko było już nakarmione, a ból nie ustawał.

Wróciłam do domu, zrobiłam poranną kawę, kąsnęłam na śniadanie dwa jabłka i zaczęłam planować dzień. Torby do szpitala miałam już spakowane od miesiąca, więc się nimi nie przejmowałam. Postanowiłam za to zastanowić się, czy przypadkiem czegoś nie muszę zabrać do rodzinnego domu (jak np. smyczy dla psa) i zrobiłam checklistę. W międzyczasie ból jakby zelżał, więc postanowiłam wybrać się na spacer z Figą.

Ledwo po wyjściu z domu ból zaczął znów narastać, więc przechadzka była symboliczna. Po powrocie ból kolejny raz zelżał. Mariusz, nerwowo na mnie zerkając spytał, czy to już.

-Nie – odparłam – urodzę jutro, a dziś jeszcze posprzątam w domu.

Zabraliśmy się za obiad. Miała być akurat pizza, uzgodniliśmy to dzień wcześniej. Ciasto całą noc rosło w lodówce. Mariusz zabrał się za sos i dodatki ( w końcu pizza to jego specjalność), a ja zaczęłam myć naczynia. W międzyczasie przyniosłam też szczypiorek do pizzy i w końcu ze smakiem ją zjadłam, a ból niespodziewanie nasilił się na tyle, że Mariusz wkurzony moim odwlekaniem decyzji o wyjeździe na porodówkę zadecydował za mnie – JEDZIEMY!

Skurcze już odczuwałam, ale nadal były nieregularne. Gdyby nie Mariusz zapewne nadal bym czekała.

Po godzinie 14 zaczęliśmy się szykować. Trzeba było przygotować zapas wody i jedzenia dla kóz, kotów i gęsi, Mariusz musiał pochować swoje maszyny i narzędzia. Wreszcie, przed 16 byliśmy gotowi… Co prawda marzyłam jeszcze, by wziąć prysznic, ale stwierdziłam, że zrobię to u mamy.

W aucie zaczęłam zastanawiać się, czy przypadkiem nie urodzę w drodze ;)Oddychałam w trakcie skurczów i to mi bardzo pomogło. O 17 byliśmy u mojej mamy. Wiedziałam już, że po prysznicu nici, bo ledwo stałam na nogach.

-Choć podczas miesiączki ból i tak był gorszy” – pomyślałam

Koło 17.30 byliśmy na izbie przyjęć. Podczas przyjmowania do szpitala zaczęłam… przeć! Pani pielęgniarka z uśmiechem zareagowała na moje przerażenie.

-Kochaniutka, rodzisz pierwszy raz, to tak szybko wcale nie pójdzie. Jutro będzie po wszystkim – zawyrokowała.

O 18 trafiłam na porodówkę. Tam kolejne wypełnianie papierów. W pewnym momencie ubłagałam położną o możliwość skorzystania z toalety. Zgodziła się z niechęcią, chciała skończyć papierologię. Poszłam do toalety… i przepadłam. Zaczęło się parcie!

Szczerze to bałam się podnieść z sedesu 😉 Zaniepokojony moją dłuższą nieobecnością Mariusz postanowił sprawdzić co się dzieje, a za nim przyczłapała położna. Wróciłam z ich pomocą do gabinetu.

I tu pani położna stwierdziła, że przeć nie mogę jeszcze, bo to mój pierwszy poród, więc zabawa jeszcze potrwa.

Przeprowadzono mnie do gabinetu lekarza. Przyszedł przemiły Grek, który nomen omen przywitał mnie na tym świecie 28 lat temu w tym samym szpitalu 😉 (Później okazało się, że w zespole pracowała nadal położna, która asystowała przy porodzie mojej matki).

Lekarz ze mną chwilę zagadał, po czym spojrzał na mnie i zawołał tę sceptyczną położną. Kobiecina pobladła, a lekarz uśmiechnął się – RODZIMY! – rzucił z uśmiechem.

-Już? – spytałam zaskoczona jakbym zapomniała o skurczach partych.

-Mamy 10 cm rozwarcia – rzucił wyraźnie rozbawiony Grek.

Nie było żadnych piłek, ciepłego prysznica, masażu. O 18:35 wylądowałam na sali, gdzie wszystko potoczyło się w mig. O 19:05 powitaliśmy na świecie Jagodę.

Cieszę się niezmiernie, że był przy mnie Mariusz. Pilnował, bym oddychała prawidłowo (Szkoła Rodzenia przydaje się też mężczyznom!), upilnował też, by pani neonatolog odruchowo nie zaszczepiła Jagody sanepidowską szczepionką. Był też moim łącznikiem z personelem – w pewnym momencie położna zostawiła nas na sali, miałam dać znać, gdy nadejdzie parcie. Tylko, że ja nie miałam siły powiedzieć słowa – wystarczyło jednak, by Mariusz na mnie spojrzał i wiedział, że to już trzeba zaalarmować położną.

Jestem bardzo ciekawa jakie są Wasze doświadczenia związane z porodem. Dzielcie się nimi w komentarzach!

A jeżeli spodziewasz się właśnie narodzin swojego maluszka i kompletujesz wyprawkę lub jesteś już zaprawionym w bojach rodzicem starszaka, zapraszam Cię tutaj. Znajdziesz w tej ofercie z pewnością coś dla swojego skarba.

źródło grafiki: pixabay.com

  • Racja, nastawienie jest ważne. Ja akurat miałam cięcie – do niego też musiałam się nastawić. Na szczęście mogłam, bo to planowe. Jeśli chodzi o kondycję, to moja była zerowa. Przed ciążą trochę ćwiczyłam, ale nie byłam wysportowana. Miałam nadwagę. Od 12 tc tak bolało mnie biodro do końca ciąży, że nie mogłam chodzić, ostatnie tygodnie spędziłam w szpitalu. Nie miałam siły chodzić nawet, a z nadwago zrobiła się otyłość. Wspominam to bardzo źle.

    • Aleksandra Doroszkiewicz

      Niektórzy powiadają, że jak nie możesz się ruszać, to musisz się czołgać, byle tylko nie zastygnąć w bezruchu. Choć czołganie w ciąży jest nierealne, to jednak gdy obserwuję znajome, te potwierdza się teza, że ruch w ciąży jest bardzo ważny – nawet niech to będzie półgodzinny, regularny spacer.

    • Najlepiej parę miesięcy przed planowaniem ciąży zacząć się już ruszać, bo nie da rady urodzić, jeśli ktoś ma kondycję na poziomie zerowym i sapie po kilku krokach, niestety.

  • A wiesz, że ja nwet nie słucham i nie czytam o innych porodach? Bo każda historia jest swojego rodzaju jedyną w swoim rodzaju i nigdy nie wiadomo co natura dla nas przygotowała.

    • To prawda, natura lubi zaskakiwać, szczególnie wówczas, gdy wydaje się nam, że mamy wszystko doskonale zaplanowane i opanowane… a kończy się wielkim chaosem. Dlatego warto zaufać w takich chwilach intuicji 😉

  • Jestem na etapie czytania historii porodowych. Jakże pocieszające są takie jak Twoja 🙂 Ta opowieść byłaby idealna do ostatniego wpisu na moim blogu, który właśnie odnosi się do lęku przed porodem. Życzę kolejnych tak pomyślnych rozwiązań 🙂

    • Sylwia, i ja Tobie życzę spokojnego rozwiązania. Mam nadzieję, że będziesz miło wspominać tę chwilę 😉

  • Super tekst! Za sobą mam dwa raczej prędkie i piękne porody, i tak zgadzam się: poród zaczyna się w głowie