Rodzina

O alergii na hartowanie, zimę i zimno

Spread the love
Od kilku lat odnoszę wrażenie, że gdy tylko temperatura na dworze zaczyna spadać (szczególnie poniżej zera), coraz większa liczba polskich dzieci zaczyna cierpieć na alergię na zimno. Wyludniają się ulice, place zabaw i podwórka. A może taki mamy po prostu klimat, że zaczynamy ewoluować, stając się gatunkiem cieplarnianym?
Kisimy się całe dnie w niewietrzonych pomieszczeniach – w domu, w pracy, w przedszkolu… Grzejemy się w oparach elektro urządzeń i pierdów zmieszanych z aromatem kotletów smażonych na tanim tłuszczu… Zapewne każdy z nas choć raz w życiu miał sposobność poczuć takową woń w swoich nozdrzach, dolatującą gdzieś zza uchylonych drzwi czy okien.  Kto z Was i kiedy ostatni raz widział, żeby ktoś w Waszej okolicy wietrzył pościel? Zimą na mrozie, latem w ukropie? No właśnie… Więc gnuśniejemy tak, przeciętnie na 50 metrach – cztery dwunożne osobniki, kot, pies, ich pchły i roztocza.
Niewypuszczanie dziecka na dwór ze względu na złą (w naszej opinii) pogodę, jest wygodne dla rodziców. Nie trzeba wszak potomka nawoływać, sprawdzać obecności, denerwować się, że dziecię naniosło do domu liści, gałęzi i piasku, albo że przygarnęło do szuflady biurka jakąś bezdomną mysz. Nikt nie zabłoci czyszczonych z pietyzmem przez mamę podłóg, nie przyniesie do domu tych podłych wirusów i bakterii.
Dziwię się takiemu postępowaniu, bo przecież współcześni rodzice to z reguły ludzie, dla których największą karą w dzieciństwie był zakaz wyjścia na podwórko. Czyżbyśmy tak łatwo zapomnieli z jakim napięciem czekało się na pierwszy śnieg, a potem na wiosenne roztopy? Przecież cudnie jest wyjść na dwór nie tylko wtedy, gdy za oknem buzuje zieleń i kipi ciepłe powietrze, ale także wówczas, gdy mróz szczypie w buzię albo deszcz miarowo wystukuje w rynnie tajemniczą melodię.
Wciąż bardziej boimy się o podłogi, a jeśli już wypuścimy dziecię z domu, to wtedy martwimy się czy oby na pewno młody nie zmarznie, zamiast zatroszczyć się o ubiór odpowiedni do aury za oknem. Nie za ciepło, nie za zimno – lecz w sam raz!
Najlepiej na cebulkę, bo dzięki temu unikniemy przegrzania dziecka, a zawsze będziemy mieli możliwość ubrania malucha stosownie do potrzeb. Najbardziej miarodajną metodą na sprawdzenie czy dziecku nie jest za zimno lub za ciepło jest nie badanie ciepłoty policzków czy rąk, ale karku! Zawsze też pamiętajmy, by o jedną warstwę więcej ubierać tylko noworodki i niemowlęta niepotrafiące jeszcze samodzielnie chodzić. Te maluchy, które stawiają już z powodzeniem pewne kroki nie powinny gotować się pod warstwami swetrów.
A trzeba wiedzieć, że problem z przegrzewaniem miały już nasze babcie i mamy. Ja sama wspominam do dziś wieczne przepychanki z moją rodzicielką i babcią bym przed wyjściem na śnieg założyła rajstopy. Wszelkie próby dyskusji skutkowały tylko stratą drogocennego czasu. W pewnym momencie wykazałam się więc sprytem większym niż dorośli. Owszem, nadal potulnie zakładałam rajstopy, a gdy domowa komisja upewniła się, że mam je na tyłku, pędziłam do łazienki, gdzie pospiesznie rajtki ściągałam. Zapewne nie musiałabym stosować się do takich podstępów, gdyby moja babcia i mama zrozumiały na własnej skórze jaką mordęgą było bieganie w tych onucach, które nie tylko krępowały ruchy, ale  jeszcze sprawiały, że człowiek gotował się we własnym sosie…
Tymczasem lekarze są zgodni, że to właśnie przegrzanie i brak świeżego powietrza są najczęstszymi przyczynami przeziębień. Idealnie by było, gdyby dzieci każdego dnia spędzały minimum dwie godziny na podwórku. Również wtedy, gdy temperatura za oknem utrzymuje się poniżej zera. Z codziennej dawki ruchu zdrowe dziecko można (choć nie trzeba) zwolnić dopiero wówczas, gdy mróz spadnie poniżej 15 kresek lub na zewnątrz smaga zimny wiatr.
I na nic zdadzą się wymówki, że hartowaliśmy dziecko latem. Morskie kąpiele, leśne spacery i bieganie boso po trawie to nie to samo co dawka ruchu na mrozie. To właśnie różnice temperatur odgrywają kluczowe znaczenie w zapobieganiu chorobom i wzmacnianiu odporności. Zamknięcie dziecka zimą w czerech ścianach wcale nie sprawi, że maluch będzie zdrowszy. Co więcej, zapewne prędko takie postępowanie na rodzicu się zemści. Grypa czy przeziębienie i tak dopadnie naszą pociechę.
Tymczasem świeże, zimowe powietrze niesie ze sobą wiele dobrego – zwiększa wentylację płuc, poprawia apetyt i aktywuje w organizmie  człowieka procesy, dzięki którym łatwiej radzimy sobie z infekcjami, zwłaszcza jeśli chodzi o grypę i anginę.  Czas najwyższy skończyć z pokutującą wśród nas i niezwykle krzywdzącą opinią, że mroźna aura przynosi tylko choroby.
Wszak m.in. Niemcy, Szwedzi, Finowie i Norwegowie ale również Rosjanie od dawna pokazują, że wcale tak nie jest. W tych krajach popularna jest kultura saunowania – najpierw rozgrzewamy ciało w cudnie pachnącej żywicą saunie lub banii, by za chwilę ochłodzić się w lodowatej wodzie. Saunują i dorośli, i dzieci, i kobiety w ciąży. Co więcej, kąpią się też w śniegu. Tymczasem pamiętam jako dziecko zgorszenie moich sąsiadów, gdy podczas ferii zimowych mój ojciec postanowił zahartować mnie i siebie, wychodząc na śnieg  w samych gaciach. Niestety, nie mogę napisać nic o wpływie takiego hartowania na zdrowie, bo cały proceder skończył się trzeciego dnia ferii, gdy wzburzony i zatroskany sąsiad doniósł o wszystkim mojej matce, a ta, po karczemnej awanturze powierzyła opiekę nade mną sąsiadce z parteru, która nadzwyczaj dobrze czuła się w swoim niewietrzonym mieszkaniu).

 

By hartowanie było skuteczne, warto zadbać o przestrzeganie kilku zasad:

 

1. Dzieci hartujemy tylko wtedy, gdy są zdrowe (przy czym sam katar w odróżnieniu od kaszlu, nie jest przeciwwskazaniem do wyjścia na dwór. Za to mroźne powietrze dobrze wpływa na nawilżenie przesuszonej i podrażnionej śluzówki nosa).

2. Wietrz pokój malucha pod jego nieobecność (nagrzej pomieszczenie ponownie przed powrotem dziecka).

3. Zimą nie odmawiaj dziecku chłodnych przekąsek takich jak lody czy schłodzone napoje – nie łącz ich tylko z gorącym.

4. Przyzwyczajaj malucha do różnych temperatur. Niech w codzienny rozkład dnia na stałe wpiszą się niezależne od pogody spacery (byle z dala od dróg, mamy wszak wdychać świeże powietrze, nie spaliny). Dodatkowo starszaka warto zabrać czasem na wspólne morsowanie lub do sauny.

5. Od czasu do czasu zafunduj dziecku zimny prysznic.

6. Zadbaj o tłusty krem dla zabezpieczenia twarzy przed mrozem.

7. Jeśli jesteś mamą niemowlęcia i obawiasz się, że na dworze jest za zimno dla maluszka, weranduj go w najcieplejszym momencie dnia, czyli gdzieś koło południa!

 

A oto nasza fotorelacja z hartowania przy mrozie oscylującym w granicach – 10 stopni. Raz w wózku, raz w nosidełku, czasem w lesie, a czasem nie ruszając się z podwórka. W wózku niemowlaka nie powinno zabraknąć ciepłego śpiworka, trzeba też zadbać o zimowy  kombinezon, a gdy używamy nosidełka -nie zapomnijmy o ocieplaczach na nóżki.