Dom i ogród, Rodzina, Zdrowie

Jak przetrwać męską grypę i nie zwariować?

Spread the love

Obudziłam się wczesnym rankiem. Coś mi nie grało. Czy coś przespałam? Nie, jest przecież dopiero 5:44… Ale w łóżku jakoś tak pusto… Delikatnie cofnęłam rękę w poszukiwaniu Pana Domu. Nie ma go! Czyżby wstał tak wcześnie? To do niego niepodobne! Czy coś się stało? Już chciałam się zwlec z łóżka, lecz oto gdzieś za moimi plecami, w kącie łóżka zaszeleściła kołdra… Zaraz, zaraz, przecież ja leżę nieruchomo!

 

-Umieram – wymamrotał ledwo słyszalnie Pan Domu, opatulony szczelnie swoją kawalerską wełnianą kołdrą.

A więc męska grypa i w tym sezonie przypomniała o sobie. Szczerze powiedziawszy miałam cichą nadzieję, że tym razem mnie – jako świeżo upieczonej mamie – nie dane będzie przeżywać tych katuszy… Mały wulkan energii i chory mężczyzna pod jednym dachem?  To stanowczo za dużo! Ale jednak nie… Matka Natura postanowiła wystawić mnie na ciężką próbę. Próbę przetrwania i cierpliwości. Przeżyłam i podpowiem Wam jak dać sobie radę.

Najgorsze cztery pierwsze dni

Przez te pierwsze cztery dni męskiej grypy można oszaleć. Masz momentami ochotę przeogromną, by tego zasmarkanego cieplucha ukatrupić. Ledwo co go przeziębienie dopadło, a on już żegna się ze światem. W takich momentach cieszysz się, że tylko my – kobiety – mamy okres! Non stop jęczy, że umiera. Że masz przekazać Jagodzie, że ją kocha… i że Cię też kocha, ale za rzadko o tym mówił i okazywał swoje uczucia… Te trzy dni, za sprawą niekończących się pożegnań, ciągną się cholernie długo!

Oliwy do ognia dolewa to, że Ciebie też zaczyna drapać w gardle, ale Ty nie możesz wszystkiego nagle rzucić i ot tak położyć się do łóżka! Jest jeszcze przecież mały skrzat, który od 7.30 do 23 zasuwa na czworakach po domu, domagając się co jakiś czas wspólnego czytania książeczki, grania na tamburynie, zmiany pieluchy i karmienia. A ktoś musi jeszcze wyjść do listonoszki po pocztę, i z dzieckiem na spacer, bo powietrze choć mroźne to świeże, a i słonka jest pod dostatkiem. I do kotów, które o 11 rano namolnie domagają się śniadania wspierane gęganiem Balbinki oraz do kóz, które o godzinie 23 nawołują Cię jak szalone z drugiego krańca działki, bo na dworze mróz, a im zabrakło siana… a Ty ledwo to wszystko ogarniasz… I co rusz potykasz się o porozwalane po całym domu zmięte chusteczki. Szczerze, to masz ochotę wsadzić Mu te chusteczki… no ten tegest… do dziurki od nosa! Ale nie czas na zemstę, gdy oto Młoda ucięła sobie właśnie drzemkę! Nareszcie możesz wziąć łyk zimnej kawy i oddać się chwili wytchnienia w locum secretum, ale oto okazuje się, że umierający Pan Domu porwał z łazienki rolkę papieru toaletowego. Agrrr… wrzuć na luz! Nie denerwuj się tak, tylko zaparz gorącej herbaty. Dla siebie i dla Niego. Rzuć w końcu to wszystko i przytul się do Niego (im szybciej to zrobisz, tym szybciej minie Twoja irytacja stanem chorobowym Pana Domu). Podrap Go po głowie, plecach – z pewnością to doceni. Młoda śpi? To niech śpi. Nie śpi? To niech też się do Was przytula! I do Tosi, kotki, która też się rozchorowała i wyleguje się w łóżku razem z Panem Domu.  Ach, i w końcu ciesz się chwilą, bo dziś nie musisz gotować obiadu, skoro i Umierającemu i Tobie apetyt nie dopisuje!

Dzień piąty

On ciągle jęczy, że to już. Że zaraz będzie po nim. Nie pomogło nawet wczorajsze czułe drapanie po głowie, podczas którego uśmiechał się szeroko. Już się nie denerwujesz, tylko uśmiechasz się pod nosem. Tobie też pęka łeb, katar zatyka nos, a do tego nachodzą Cię siódme poty. Cieszysz się jednak, że Młoda jest zdrowa – widać w takich chwilach, że karmienie piersią ma sens! Pękasz z dumy i mimo nie najlepszej formy starasz się nadążyć za tym małym szkrabem. Czujesz już w kościach, że zdrowiejesz, pomimo nie najlepszego poranka.

Parzysz mu nadal pyszną herbatę, sprzątasz sterty chusteczek i wciąż z miłością drapiesz po głowie.

Popołudniu zaczyna wracać Ci apetyt… wieczorem bez zastanowienia postanawiasz upiec bułki.

Dyniowe, jogurtowe, a może pszenne? Któreś z nich na pewno. Tylko koniecznie odłóż sobie choć z jedną, bo inaczej zjesz je tylko oczami.

Pan Domu późnym wieczorem prosi Cię o suchą bułeczkę.

No wreszcie – myślisz sobie zadowolona i niczym motyl fruniesz do kuchni.

Tej nocy Pan Domu po bułeczkę do kuchni wróci – i to o własnych siłach – jeszcze nie raz.

 

Dzień piąty – będę żył…

Będę żył – oświadczył piątego poranka Pan Domu.

Widać i słychać, że już z nim lepiej. Jest w końcu tu i teraz, jednak nie przyrósł na stałe do ekranu laptopa, możesz z nim nawet porozmawiać. Powoli wraca apetyt, a bułki, które wczoraj upiekłaś stały się wspomnieniem.

Dzień siódmy: zmartwychwstanie

Z reguły szóstego albo siódmego dnia Pan Domu w końcu powraca w całości do żywych.

Gdzie ja bym drugą tak dobrą i kochaną kobietę znalazł? – pyta, całując Cię w czoło na wychodne, a po powrocie przynosi Ci Twoją ulubioną czekoladę.

 

Serio, dobra kobieto, mężczyźni w chorobie tacy już są. Trzeba się z tym pogodzić i nie zmieniać na siłę. Nie bądź zgryźliwa, nie dokuczaj mu, nie licytuj się, kto się gorzej czuje. Zaparz lepiej herbatki.

 

źródło ilustracji: pixabay.com