Rodzina

By zupa nie była za słona – 5 sztuczek przydatnych w kuchni

Spread the love

Przyznajmy szczerze – przesolenie zupy zdarzyło się zapewne każdemu kto próbował choć kilka razy uwarzyć dobrą zupę. Spokojnie, to jeszcze nie koniec świata!  Dziś zdradzę Wam kilka prostych sztuczek, dzięki którym nie tylko uratujecie zupę przed wylaniem, ale także poprawicie znacząco jej smak. Zapraszam!

1. Na przesolenie

Przesolenie zupy to dosyć często rozgrywająca się tragedia w kuchennym zaciszu. Sól szczypie w język jeszcze długo po feralnym gotowaniu, a my ze złością wyrzucamy sobie, że jak to można było łyżkę pomylić z łyżeczką. Szykowało się przecież danie idealne!

O ile nie wsypaliśmy do garnka całej paczki z solą w przeświadczeniu, że dodajemy właśnie ryż, to możemy jeszcze spróbować ratować naszą zupę. Z pomocą przyjdą wówczas ziemniaki pokrojone w plastry albo chlebowe skórki. Trzeba jedynie je pogotować przez chwilę w zupie, po czy wyrzucić. Powinny wchłonąć nadmiar soli.

2. Kto się boi śmietany?

Znam wiele osób, które panicznie obawiają się zup zabielanych śmietaną i albo nie podejmują się ich gotowania albo, jeśli już muszą gotować i mogą, śmietanę pomijają. Są też i tacy, którzy wierzą, że teraz w końcu będzie dobrze i za każdym razem nieszczęsną śmietanę warzą 😉 Tymczasem jest na to dobra rada, dzięki której śmietana już nigdy nie zrobi nam psikusa. Wystarczy tylko, że do naczynia ze śmietaną dodamy najpierw kilka łyżek ciepłej zupy i zamieszamy, a dopiero po tym wlejemy śmietanę do zupy.

3. Nie zgorzknij z zazielenienia

Dobrze dobrane zioła potrafią podbić smak każdej zupy. Grochówka z majerankiem, ogórkowa z koperkiem, chłodnik z miętą, pomidorowa z bazylią… Mhmm… na samo wspomnienie cieknie ślinka. Jednak oprócz właściwego doboru ziół do wywaru, niezwykle ważny jest też moment, w którym zioła należy do zupy wrzucić. Niektóre z aromatycznych zieleninek, takie jak miętę, koperek, bazylię i pietruszkę dodajemy na samym końcu gotowania – w przeciwnym wypadku staną się gorzkie i przyćmią tym samym smak zupy. Ale uwaga! Liść laurowy i ziele angielskie wrzucamy na samym początku.

4. Zupa bez wyrazu

Wydaje się Wam, że przygotowany wywar jest pozbawiony smaku, pomimo bogactwa pływających w nim składników? To… całkiem możliwe! Istotne są tutaj dwie kwestie – jakość produktów używanych w trakcie gotowania oraz chwila wrzucenia mięsa.

Nie łudźmy się, że zupy przygotowywane na włoszczyźnie z supermarketu będą pyszne. Najlepiej smakują warzywa wyhodowane we własnym ogródku zgodnie z zasadami naturalnej uprawy. Przerabiałam i jedno i drugie, jednak nie każdy może sobie pozwolić na własną działeczkę (choć ja zachęcam gorąco – dla chcącego nic trudnego!). Co wówczas? Przejdź się na lokalny rynek, porozmawiaj ze sprzedającymi tam osobami (niektórzy to niestety zwykli oszuści, oferujący produkty zakupione wcześniej na giełdzie). Spytaj, gdzie uprawiają swoje warzywa i owoce, poproś o kawałek na spróbowanie. Wybieraj tych lokalnych. Osobiście nie robię zakupów od osób, które chwalą się, że mają np. jabłka z Pleszewa – szukam blisko Gorzowa. To nie tylko przejaw lokalnego patriotyzmu, to też wygoda, bo w razie nagłej potrzeby w środku tygodnia (niezapowiedziana wizyta sporego grona gości) można do takiego rolnika po prostu podjechać (rynek u nas jest otwarty tylko w poniedziałek, środę i piątek). I pamiętaj, że stoisko, na którym znajdziemy prawie wszystkie dary natury daje o myślenia. Wszyscy rolnicy, u których robię zakupy specjalizują się tylko w danym warzywie, owocu lub grupie warzyw. I tak warzywa korzeniowe, buraki i czosnek kupuję u pani, która sprzedaje tylko to, jabłka u sadownika; podobnie z ziemniakami i resztą.

Druga sprawa to moment wrzucenia mięsa do zupy i czas jego gotowania. Mięso do wywaru dodajemy na samym początku, na tzw. zimną wodę – wtedy mięso odda smak do zupy. Wrzucone do ciepłej wody zamknie swoje pory i nie doda zupie aromatu. Im grubszy kawał mięsa, tym dłużej powinien się gotować – np. zupy na ogonach wołowych standardowo gotuje 3 – 4 godziny, a czasem i dłużej.

5. Rosół idealny istnieje!

Marzysz o tym, aby w końcu przygotować klarowny rosół i oczarować nim teściową w niedzielne popołudnie? To nic trudnego, o ile zapamiętasz ważną rzecz! Rosół to zupa, która nie lubi pośpiechu – po zagotowaniu powinien on tylko delikatnie bulgotać i to przez kilka godzin. W przeciwnym razie na pewno stanie się mętny, a przecież nie tego chcesz, prawda?

 

Mam nadzieję, że moje triki okażą się przydatne. A może Wy macie swoje i zechcecie się nimi podzielić? Będzie mi bardzo miło!