Dom i ogród, Rodzina

17 lutego: Międzynarodowy Dzień Kota. Przekonaj się, jak dobrze znasz swojego mruczka

Spread the love

17 lutego obchodzimy Światowy Dzień Kota. Pierwszy raz oficjalnie doceniono mruczki w 1990 roku we Włoszech. Od tej pory święto to zagościło w wielu krajach na świecie, choć nie zawsze jego obchody przypadają właśnie w lutym. Brytyjczycy doceniają poczciwe mruczki 8 sierpnia, Amerykanie 29 października, a w Rosjanie 1 marca. Jednak nie sama data jest tutaj ważna, co ogólna idea tego dnia. Święto Kota ma zwrócić uwagę na znaczenie kotów w naszym życiu, ma też na celu pomoc kotom wolno żyjącym i bezdomnym, jak również ma uwrażliwić ludzi na nierzadko trudny koci los. W Polsce popularyzowana jest akcja „Rasowce – dachowcom”, podczas której kluby felinologiczne zrzeszone w ramach Felis Polonia zbierają dary na rzecz pomocy bezdomnym zwierzętom.

Kot domowy (z łac. Felis catus) został udomowiony blisko 10 tysięcy lat temu. Obecnie to jedno z najpopularniejszych zwierząt domowych na całym świecie, choć nie zawsze był traktowany przez człowieka z należytym szacunkiem. W Egipcie, skąd pochodzą pierwsze wzmianki o udomowieniu kota był uważany za święte zwierze, utożsamiane z boginią Bastet. Świadczy o tym fakt, że do dziś można się natknąć w Egipcie na zmumifikowane zwłoki kotów. Także Germanie otaczali mruczki opieką, utożsamiając je ze swoją boginią płodności Freją, która jeździła powozem zaprzężonym w te zwierzęta. Koty szybko zyskały przychylność człowieka za sprawą ich naturalnych zamiłowań do polowań – ludzie docenili wnet ich zdolności do skutecznego tępienia gryzoni. Trudne dla kotów czasy nastały w chrześcijańskiej Europie wieków średnich. Zaczęto je masowo tępić, uważając mruczki za wysłanników diabła i sprzymierzeńców czarownic. Po tych ciemnych przesądach zostało nam dzisiaj powiedzenie o pechu przynoszonym przez czarnego kota.
Z kolei Turcy postrzegają koty jako wysłanników Boga. Zresztą, pozytywny stosunek do kotów jest powszechny wśród wyznawców islamu, zwłaszcza tych bardzo religijnych. Wynika to zapewne stąd, iż prorok Mahomet był wielkim sympatykiem kotów i jak wieść niesie pewnego razu nakazał nawet obciąć skraj swej szaty, by nie budzić swej ukochanej kotki Muezzi, która się na niej rozłożyła.

Trzymany w warunkach domowych często dożywa ok. 15–20 roku życia, czasami więcej. Wolno żyjące w miastach koty „piwniczne” żyją przeciętnie do 2 lat, choć okres ten może ulec wydłużeniu dzięki dożywianiu.

Mimo, że w Europie minęły już czasy, gdy koty były potępiane, to niestety wciąż nie wszystkie mruczki mogą cieszyć się życiem w kochającym i troskliwym domu. Według szacunków w Polsce żyje około 17 tysięcy bezdomnych kotów. Najtrudniejszym dla nich okresem jest zima, zwłaszcza wówczas, gdy administratorzy blokowisk i kamienic zdecydują o zamknięciu na cztery spusty piwnicznych okienek. A potem płaczemy, że w miastach nie możemy zwalczyć plagi szczurów… Tymczasem jeden wolno żyjący kot w ciągu dnia zjada 10 myszy! Warto więc pamiętać o dokarmianiu tych pięknych i niezależnych stworzeń, w szczególności zimą i zapewnieniu im zakątka w ciepłej piwnicy… Koty to prawdziwe czyściochy i nawet dzikus szybko załapie, do czego służy stojąca w rogu kuweta… A za ciepły kąt i miskę smacznego jedzenia wnet się odwdzięczy!
Przez lata utarło się wiele, bardzo krzywdzących koty opinii. Jako kociarę strasznie mnie one irytują, zwłaszcza gdy są powtarzane przez osoby, które w życiu nie miały ani jednego kota. Baa, śmiem twierdzić, że osoby, które nie lubią kotów w poprzednim wcieleniu musiały być myszami 😉
A z kotami mam do czynienia od urodzenia. W mojej rodzinie krąży anegdotka, że gdy byłam niemowlęciem podczas spacerów po mieście w wózku zawsze towarzyszył mi kot Murzyn. W ciągu 28 lat w moim życiu przewinęło się kilkadziesiąt mruczków, charakternych i niepodobnych do siebie, ale tak samo ujmujących i kradnących me serce w różny sposób.
Koty chyba czują moją słabość do nich, bo gdzie się nie pojawię, tam wnet schodzą się ich całe rzesze. I zawsze jest tak, że to one wybierają mnie, a nigdy ja je. Tu gdzie obecnie mieszkam długo nie czekałam na pierwszych kocich towarzyszy. Były to koty dzikie lub półdzikie i zaskakująco szybko pozwoliły się oswoić. Musiały czuć, że warto mi zaufać. Przeżyliśmy wspólnie wiele niesamowitych dni, przetrwaliśmy prawdziwy mysi szturm (wygrany ostatecznie przez koty), mieszkaliśmy razem w przyczepie campingowej, w której po przymrozkach zamarzała nawet pościel (a pod nią grzała się nasza dwunożna jeszcze wówczas dwójka i trzy koty) i pamiętam do dziś jak wszyscy cieszyliśmy się gdy w końcu zimową porą wstawiliśmy do domu kominek – koty mruczały tak głośno, że chyba zwabiły z okolicy kolejne kocie przybłędy.
Z czasem grono rozrastało (lecz nie przez potomstwo, bo wszystkie mruczki zostały wykastrowane i wysterylizowane). Z czasem do stada dołączały inne. Niektóre z dnia na dzień jak Malinka udająca że żyje tutaj od zawsze i zna lepiej niż my każdy kąt (czym wprawiała nas w osłupienie), inne skracały dystans przez dłuższy czas jak jednooka, nieufna Halinka o smukłej figurze akrobatki, a jeszcze inne trzeba było siłą przygarnąć jak mieszczącą się w dłoni zabiedzoną Helgę przypominającą strzygonia, która mimo bardzo wątłej postury miała tyle siły, że mogła zagryźć niczym agresywny pies. Niezapomniana Rycha, która wieczorem nieśmiało podeszła do naszej przyczepy, a po pogłaskaniu przez Mariusza całą noc warowała pod drzwiami, domagając się wpuszczenia do środka. Hugona za to trzeba było zapraszać do domu, gdyż czarny jak noc chłopak chodził wciąż po okolicy i sprawdzał chyba kto oferuje mu lepszy kwaterunek. Pamiętam do dziś zabiedzonego Burczybrzucha, przypominającego początkowo raczej żywe zwłoki niż kota i jego niesamowitą przemianę w spasionego mruczka przechadzającego się po trawie niczym Sarmata po swych włościach. Zdarzały się jednak i dramaty, jak złamana łapa Rychy i ciężka do podjęcia decyzja – usypiać kotkę czy amputować łapę? Rysia była jednak ukochaną koteczką Pana Domu (który do niedawna kotów nie chciał mieć) i tak skradła jego serce (z wzajemnością!), że łapa została amputowana, a ja do dziś wspominam noc po operacji, gdy Rycha zaczynała odzyskiwać świadomość. Leki przeciwbólowe i uspokajające powoli przestawały działać, ona z furią wlokła za sobą pozbawione tylnej łapy ciałko, a Pan Domu, oszołomiony emocjami po tym traumatycznym dniu łkał do poduszki: „Ja nie chcę kota kaleki… Jedna mi już wystarczy…” (czyli ja 😉 Istny dom wariatów… o którym wkrótce opowiem trochę  więcej 😉
Ale na dziś kończę te osobiste wspominki i przechodzę do meritum.

Nie ze mną te numery!

Najpierw poruszę temat kociej wrodzonej złośliwości. Mruczkom szczególnie zarzucają ją zapaleni psiarze, pewnie z uwagi na posłuszeństwo szczekających pupili. Jednak wcale nie jest tak, że kot robi coś na przekór nam. Jak dowiodły badania koty obdarzone są inteligencją intrapersonalną. Co to znaczy w praktyce? Otóż mruczki to bardzo kreatywne stworzenia, jednak zrobią tylko to, na co mają ochotę. Nie będą więc ślepo słuchać i wykonywać wszystkich poleceń człowieka. W kocich społecznościach nie ma bowiem przywódców, za którymi ślepo podążą reszta stada. Dlatego też, w przeciwieństwie do obdarzonych inteligencją społeczną psów (dzięki której psy odczytują intencje i zamiary człowieka, postrzeganego jako członka stada), koty nie bardzo dają się tresować. Owszem, mruczki nauczą się w mig korzystania z kuwety, jednak tylko dlatego, bo są urodzonymi czyściochami.

Jednak za sprawą swojego indywidualizmu i charakterku (każdy kot, to barwna postać!) są w stanie prędko owinąć sobie wokół palca każdego z nas – trzeba tylko im na to pozwolić 😉 Dobrym przykładem jest Pan Domu, który jeszcze 6 lat temu twierdził, że koty są fałszywe, a gdy kupowałam dla naszego kociego stadka wątróbkę, dokonywał rozmaitych obliczeń, mających na celu sprawdzenie, ile myszy kot musi złowić, by na wątróbkę zarobić 😉 Dziś bez kotów życia sobie nie wyobraża i jawnie, nie kryjąc się przede mną romansuje z pewną pręgowaną, rozmruczaną Tosią, którą noc w noc zaprasza do łóżka 😉

Dom i podwórko są równie ważne, co pan

Pokutuje również inna niesprawiedliwa opinia, wedle której koty przywiązują się do miejsc, a nie ludzi. Jednak nie jest to do końca prawda. Koty tak już mają, że jako zwierzęta z natury swej terytorialne przywiązanie do własnego rewiru mają we krwi. Z punku widzenia biologii, własne terytorium jest da mruczka bardzo ważną kwestią, oznacza bowiem być albo nie być. To w końcu miejsce polowań, odchowu kociąt, i oaza bezpieczeństwa.

Jednak to kocie przywiązanie do miejsca zamieszkania nie wyklucza w żaden sposób przywiązania do człowieka. Warto przy tym zaznaczyć, że i my, ludzie, jesteśmy gatunkiem terytorialnym, a mimo to nie przeszkadza to nam w nawiązywaniu głębokich relacji z innymi ludźmi. Skąd zatem wzięły się krążące historie o kotach, które po przeprowadzkach, porzucały swoich właścicieli i wracały pod poprzedni adres?

Może po prostu na miłość kota trzeba sobie zasłużyć? Być może mruczki, które wróciły do dawnego domu, po prostu nie czuły „mięty” do swojego pana, który traktował je raczej jako kolejną gębę do wykarmienia albo zawodowego odławiacza myszy?

Są jednak dowody świadczące o tym, że koty mogą zżyć się ze swoim właścicielem równie mocno jak psy. W 2013 roku włoskie gazety przytaczały historię kota Toldo, który nie potrafił zaakceptować faktu, że jego pan zmarł. Futrzak przez ponad rok dzień w dzień odwiedzał jego grób na cmentarzu w miasteczku Montagnana w północnych Włoszech. Zawsze zostawiał jakiś drobny upominek na nagrobku – raz był to listek, innym razem gałązka krzewu, a jeszcze innym plastikowy kubeczek.

Z kolei jeden z naszych kotów pewnego razu obdarował nas bardzo nietypowym upominkiem – trzema ćwiartkami kurczaka, które na naszych oczach wyniósł z sąsiedniej posesji i z nieukrywaną dumą przytroczył pod sam dom 😉

Kocie ciekawostki:

  • Koci węch jest około czterokrotnie silniejszy od ludzkiego.
  • Kot posiada włosy czuciowe (tzw. wibrysy), wydatne zwłaszcza nad górną wargą, ale również nad oczami i na policzkach oraz po wewnętrznej stronie przednich łap. Dzięki nim koty dobrze orientują się nawet w całkowitych ciemnościach.
  • Mruczki zwykle śpią od 12 do 16 godzin dziennie choć są i takie, które potrafią „odpłynąć” nawet na  koty mogą spać nawet 20 godzin w ciągu doby!
  • Koty to zoofagi, co oznacza, że ich układ pokarmowy przystosowany jest do trawienia tylko pokarmów mięsnych. Świadczy o tym krótkie jelito cienkie.
  • Teren znaczą kocury i dominujące kotki. Jednak po kastracji zachowanie to przemija.
  • W jednym miocie na świat przychodzi od 1 do 8 (przeważnie 3-5) kociąt. Ciekawostką jest, że kocie rodzeństwo z tego samego miotu może mieć kilku różnych ojców. Niemniej zachęcam Was do kastracji swoich mruczków, niedługo poświęcę temu zagadnieniu osobny wpis. Małe, puchate kulki może i są słodkie, jednak często problemem jest znalezienie dla nich nowego i dobrego domu…
  • Język kota jest szorstki za sprawą licznych, małych „haczyków”, tzw. zębów rogowych języka. Dzięki nim futrzak skutecznie wygładza sierść, usuwa z niej brud oraz obumarłe włosy.
  • Połykanie włosów w trakcie higieny może prowadzić do groźnego zakłaczenia. W usunięciu kłębków sierści z przewodu pokarmowego pomoże kotu jedzenie trawy oraz niektórych rodzajów surowego mięsa.
  • Kot pastwi się nad zdobyczą nie tylko dlatego, bo podpowiada mu to wrodzony instynkt łowcy. Jest jeszcze jedna przyczyna takiego zachowania – męczona ofiara stara się ocalić życie za wszelką cenę, a pod wpływem wysiłku w jej mięśniach wytwarza się dużo kwasu mlekowego. Kwas mlekowy z kolei ułatwia trawienie mięsa i wspomaga naturalną florę bakteryjną przewodu pokarmowego kota. Dzięki temu posiłek jest… bardziej pożywny.
  • Koci mózg w proporcji do wagi ciała jest równie duży jak mózgi naczelnych i delfinów.
  • Wbrew powszechnej opinii, nie tylko Chińczycy delektują się kocim mięsem. Nie trzeba szukać daleko, gdyż koty spożywa się w czterech szwajcarskich kantonach (chodzi o Lucernę, Berno, Jurę i Appenzell). Kocie bitki i pasztety są przysmakami około 3% tamtejszego społeczeństwa i goszczą na stołach najczęściej podczas Świąt Bożego Narodzenia.

Przy okazji Międzynarodowego Dnia Kota namawiam Was gorąco, byście rozejrzeli się po swojej okolicy. Może są gdzieś w pobliżu jakieś kocie przytuliska, które potrzebują karmy i koców? Może tuż przed domem siedzi jakiś zziębnięty, głodny dzikus i marzy o odrobinie miłości i ciepła? A może jesteście już posiadaczami mruczka i chcecie sprawić, by opieka nad nim stała się jeszcze przyjemniejsza? Zerknijcie tutaj.